Mężczyźni się podciągnęli: Djoković w blezerze Lacoste, Fritz w garniturze Hugo Boss
„Nie można wyjść w takiej stylizacji i odpaść w pierwszej rundzie. To wygląda po prostu okropnie” — mówi Taylor Fritz. A strój Berrettiniego Wimbledon odrzucił: „za mało biały”.
Nie tylko Naomi Osaka z kimonem w duchu „Kill Billa” każe się oglądać na Wimbledonie. Stroje Novaka Djokovicia i Taylora Fritza też przyciągnęły uwagę: mężczyźni i ich sponsorzy łapią moment.
Djoković wychodzi na kort w spersonalizowanym blezerze i szortach Lacoste, Fritz — w białej bawełnianej marynarce Hugo Boss, długich spodniach i białym jedwabnym szaliku.
„To pierwszy turniej, na którym chłopaki naprawdę przycisnęli, i przyjemnie się na to patrzy” — mówi Joelle Mikeloff, dyrektorka kreatywna sportowej marki Wilson. Jej zdaniem odzwierciedla to rosnący trend: mężczyźni zaczynają wykorzystywać ubranie jako formę wyrazu. „Widzą, co się teraz dzieje, i oglądają się na te kultowe momenty w historii Wimbledonu”.
Wimbledon to jedyny turniej Wielkiego Szlema wymagający całkowicie białego stroju, co ogranicza eksperymenty z kolorem. Ale to właśnie tu wydarzyło się wiele modowych momentów: białe body brytyjskiego projektanta Teda Tinlinga w 1985 roku, marynarka Rogera Federera w 2007.
Dla rozstawionego z numerem szóstym Fritza głośne wejście niesie własne ryzyko. „Naprawdę lubię się nie wychylać — mówi. — Nie można wyjść w takiej stylizacji i odpaść w pierwszej rundzie. To wygląda po prostu okropnie”. Na razie ma szczęście: doszedł do trzeciej rundy, nie oddając seta — więc zrywając spodnie spięte po bokach do szybkiego zdejmowania i zostając w meczowych szortach, zachowuje twarz. „Boss to wszystko zorganizował. Są moim sponsorem, chcieli, żebym to zrobił. Wydało mi się, że stylizacja wygląda dobrze. Więc tak, i tak byśmy to zrobili”.
Sponsorzy coraz aktywniej wykorzystują wejścia na Wimbledonie jako okazję marketingową. „Relacja między sportowcem a marką — o to tu naprawdę toczy się gra, i to jest nowe” — mówi Mikeloff. Nike i zespół Osaki wrzucili wideo i zdjęcia jej kimona jeszcze przed pierwszym meczem, Hugo Boss promował garnitur Fritza, a Ukrainka Marta Kostiuk razem z Wilsonem wypuściła drugą wersję „sukienki Marty”.
Część zawodników coraz głębiej angażuje się w proces projektowania — omawia tkaniny, kolory, wycięcia, krój. „Karen Chaczanow na przykład chce omawiać wszystko — mówi Mikeloff o Rosjaninie, który też doszedł do trzeciej rundy. — Chce być modny, ale nie jest mu obojętne również to, jak rzecz sprawdza się w grze”.
Nie zawsze wychodzi. Włochowi Matteo Berrettiniemu, który dochodził w rankingu do szóstego miejsca, strój odrzucono. „Był za mało biały — powiedział. — Był pewien wariant, ale mi nie pozwolono”.
Mikeloff porównuje stylizacje Fritza i Djokovicia do federerowskich, choć korzenie trendu sięgają legend lat 60. i 70. „Przypomnijcie sobie Arthura Ashe’a — jak się ubierał, jak się pojawiał. To na długo przed dzisiejszym trendem, ale zmienił się impet i zasięg”. Fritz się zgadza: „Wydaje mi się, że kobiety zrobiły z wejściowymi stylizacjami więcej, zamieniły to w show. To fajne, to zabawne. Zobaczymy, czy chłopaki będą dalej robić więcej”.
Osaka, nawiasem mówiąc, podnosiła modowe stawki na wszystkich turniejach Wielkiego Szlema w tym roku: czarna spódnica Kevina Germaniera na Roland Garros, warstwowa żółto-brązowa suknia ze złotem od Nike inspirowana rozświetloną nocną wieżą Eiffla, strój w duchu meduzy na wejściu w Australii. „Moda Naomi Osaki w tym roku bez wątpienia będzie uchodzić za kultowy moment tegorocznych mistrzostw” — mówi Eleanor Thomas, kuratorka zbiorów All England Lawn Tennis Club.