Dwa lata, 27 marek: co naprawdę znaleziono w łańcuchach „Made in Italy”
Wszystko zaczęło się od pięciu domów. Teraz w sprawie figuruje 27, a ostatnia fala dotarła do tych, którzy szyją pokrowce i firmowe torby.
Dwa lata temu włoska prokuratura wykryła wyzysk pracowników w fabrykach, które według śledczych zaopatrywały marki luksusowe. Śledztwo obnażyło pęknięcia w łańcuchu „Made in Italy”, podważając dawne skojarzenie tego oznaczenia z wysoką jakością i etyką, i podało w wątpliwość przekonanie, że wyzysk to problem wyłącznie fast fashion.
W pierwszej fali wymieniono pięć marek, których dostawców niższego szczebla oskarżono o wyzysk: Dior, Giorgio Armani, Loro Piana, Valentino i masową włoską markę Alviero Martini. Te sprawy od tego czasu umorzono — sąd uznał, że wprowadzono niezbędne zmiany. Ale prokuratura na tym nie poprzestała: przez minione lata śledztwo rozszerzyło się na kolejne 22 marki.
Ostatnia fala, ogłoszona w zeszłym tygodniu, obejmuje Chanel, Moncler, Bvlgari i Brunello Cucinelli. Żadna z tych marek nie została objęta zarządem przymusowym ani nie jest oskarżona bezpośrednio — prokuratorzy zażądali jedynie dokumentów dotyczących ładu korporacyjnego na potrzeby postępowań wobec podwykonawców. Wszystkie marki, które odpowiedziały na pytania, oświadczyły, że współpracują ze śledczymi i mają mechanizmy wykrywania nieetycznych praktyk.
Prokuratura zaczęła od najpoważniejszych zarzutów, opierając się na włoskim kodeksie antymafijnym — krajowej ramie prawnej do walki z przestępczością zorganizowaną. W większości przypadków dokumenty sądowe odnotowywały dowody pracy przymusowej i przekazywania nadmiarowych zleceń do fabryk z chińskimi właścicielami, gdzie warunki pracy były wyzyskujące, a przepisy BHP i prawo pracy łamane. Marki szybko odcinały się od podmiotów objętych sprawą i zaostrzały kontrolę łańcuchów.
Druga faza w grudniu 2025 roku wymieniła kolejnych 13 marek powiązanych z dostawcami Bag Group, Effellemoda i New Leather: Prada, Gucci, Versace, Dolce & Gabbana, Missoni, Ferragamo, Saint Laurent, Givenchy, Pinko, Coccinelle, włoska spółka zależna Alexander McQueen, włoska spółka operacyjna Off-White i Adidas. Zarzuty znów dotyczyły przede wszystkim wyzysku pracowników — w większości Chińczyków lub osób chińskiego pochodzenia. Śledztwo trwa.
Adidas podkreśla, że nie chodzi o bezpośrednie śledztwo: „Adidas nie jest podmiotem postępowania. Ani my, ani nasi włoscy dostawcy nie mamy relacji biznesowych ze spółką, wobec której prowadzone jest śledztwo. W pełni współpracujemy z włoskimi władzami”. Coccinelle oświadczyła, że natychmiast zaczęła gromadzić żądane dokumenty i potwierdza „niezmienne przywiązanie do przestrzegania prawa i najwyższych standardów etycznych”.
Wszystkie sprawy budowano na założeniu, że marki nie wiedziały o tym, co się dzieje: produkcja trafiała do podwykonawców poza ich polem widzenia. Jeden zarzut wyłamał się z tej logiki. W październiku 2025 roku prokurator Paolo Storari zażądał sześciomiesięcznego zakazu reklamy dla Tod’s, twierdząc, że spółka świadomie czerpała korzyści z nielegalnych podwykonawców, którzy osiągali „ogromne zyski dzięki wyzyskowi silnie niedopłacanych chińskich robotników”. Razem ze spółką badano trzech członków zarządu na podstawie przepisów o odpowiedzialności korporacyjnej. W lutym rozprawę odroczono: jeśli Tod’s wykaże dostateczny postęp, żądanie zakazu może zostać wycofane. Spółka zarzutom zaprzeczyła.
Świeża fala dotyczy podwykonawców produkujących luksusowe opakowania — pokrowce na odzież, worki przeciwkurzowe, firmowe torby i woreczki. Kontrole w mediolańskim zakładzie Moda Fashion Styles i u podwykonawcy Isacco w Varese wykryły kolejnych pracowników chińskiego pochodzenia w warunkach wyzysku.
Oficjalne dokumenty pokazują: w Moda Fashion Styles pracowali niezgłoszeni pracownicy bez prawa pobytu; maszyny nie miały wymaganych systemów bezpieczeństwa; pracowników kwaterowano w uwłaczających warunkach; dane o zużyciu prądu wskazywały na produkcję przez całą dobę, także w święta państwowe; a na terenie zakładu znaleziono metki z napisem „Made in Albania”. Bezpośrednich relacji z markami ta spółka nie ma, ale śledczy znaleźli dowody, że ich produkty tam powstawały. Co więcej, prokuratorzy odkryli faktury za te prace wystawione przez spółkę Brandart — a ta ma bezpośrednie relacje z Owenscorp Italia (strukturą Ricka Owensa), Chanel, Brunello Cucinelli, Goyard Italie i Moncler.
Brandart oświadczył, że poproszono go o wsparcie władz poprzez przekazanie informacji i dokumentów potwierdzających monitoring szeregu dostawców, i że „potwierdza to niezmienne przywiązanie do kontroli i nadzoru nad łańcuchem dostaw zgodnie z najwyższymi standardami compliance”.
Za tym wszystkim stoją przyczyny systemowe. Proces ruszył, gdy na włoskie firmy wzrosła presja w związku z nowymi regulacjami UE o identyfikowalności i należytej staranności w łańcuchach dostaw. Moda była oczywistym punktem startu: kluczowy eksport z jednym z najbardziej złożonych i nieprzejrzystych łańcuchów.
Pierwszy problem to podwykonawstwo, gdy zlecenia trafiają do mniejszych graczy, których marki i audytorzy sprawdzają słabiej. Presja regulacyjna zmusiła część marek do zawężenia bazy dostawców i zaostrzenia kontroli, ale wiele wciąż takiego nadzoru nie ma.
Drugi to praca przymusowa, we Włoszech szczególnie skomplikowana. Prokuratura celowała w tak zwane „caporalato” — system werbowników, opowiada Andrea Sianesi, profesor zarządzania operacyjnego i zarządzania łańcuchami dostaw na Politechnice Mediolańskiej, który wchodził w skład grupy roboczej przy prokuraturze. System ten ma długą historię zatrudniania ludzi bez dokumentów, zatrzymywania części ich wynagrodzeń i trzymania ich w warunkach wyzysku. Szczególnie narażeni są nielegalni migranci, dodaje wykładowczyni UCL Roya Derakhshan.
We włoskich łańcuchach rozmowa najczęściej sprowadza się do chińskich migrantów, z których wielu pracuje w chińskich fabrykach w całych Włoszech — nazywa się je „chińsko-włoskimi”. Zjawisko pojawiło się pod koniec XX wieku: globalizacja otworzyła dostęp do taniej siły roboczej i do większych zakładów przemysłowych, pracujących szybciej i taniej niż miejscowe. Jednocześnie wielu włoskich właścicieli fabryk zrozumiało, że dzieci nie chcą kontynuować rodzinnego biznesu — i napływ chińskich przedsiębiorców gotowych kupić gotową produkcję wydał się obopólną korzyścią, tłumaczy Hakan Karaosman, adiunkt Politechniki Mediolańskiej. Fabryki sprowadzały chińskich robotników, by utrzymać przepływ zleceń; część z nich była bez dokumentów albo pracowała pod przymusem, co zrodziło głębokie podziały w lokalnych społecznościach. Część takich fabryk przestrzega prawa, część je obchodzi, co śledztwo właśnie obnażyło. Na każdym etapie postępowania „chińsko-włoskie” fabryki odgrywały widoczną rolę.